Majówka z korpusem 1.0 historia C

Jeden rodem jest ze wsi Podgaje
Druga rodem jest z miasta Złotowa
No a trzeci jest rodem ze Złotowa
Co ich łączy? I kompas, i sport

Trzej przyjaciele z bagniska,
Trapez, Malarz, Gwinea
Żyć bez siebie nie mogą, dziarscy i nierozłączni
Niejeden bieg już wygrali, niejeden przegrać zdążyli
Często się rozbiegali, lecz zawsze znów się schodzili…

No i niby tak by było niczym w piosence ale życie ułożyło inny scenariusz… a było to tak.
W sobotni poranek…znaczy popołudnie, ubrani w klubowe szaliki…tfu…koszulki stawiliśmy się na starcie Pandemicznego BnO. Aplauz tłumów…wiewiórek i innych zwierzaków podbił adrenalinę i atmosfera zagęściła się od buzującego testosteronu, progesteronu i zapewne jakiegoś jeszcze onu którego uzbierało by się spokojnie więcej niż solidne wiadro.
Niczym rącze Myszojelenie przygotowaliśmy kartkę z wydrukowaną mapą i wyścig się zaczął. Odbijaliśmy punkt za punktem, szaleni, szczęśliwi…nie przeczuwający że już wkrótce zło zapanuje na trasie i będzie próbowało uniemożliwić ukończenie rywalizacji. 
Gdy dotarliśmy do kompleksu leśnego…zło zaatakowało znienacka. Nagle zrobiło się tłoczniej bo zaczęliśmy biec w czwórkę…jedno z nas poczuło że jego brzuch ma mu do przekazania jakieś diabelskie, magiczne zaklęcia. Ogólnie skończyło się to znanym biegowym zaklęciem…hokus pokus, czary mary gdzie Twój papier stary…no papieru nie było ale gatki z dzianiny Jersey też się nadają przecież…nie szukajcie materiał biodegradowalny ale mocno skażony biologicznie. Po zostawieniu podpisu w leśnej głuszy ruszyliśmy dalej. Magia kilometrów ciągnęła wciąż do przodu…krok za krokiem, oddech za oddechem, punkt za punktem. Gdy już wydostaliśmy się z borów, lasów pełnych…może lepiej nie dokańczać przed 22. 
Ostatni odcinek szedł bardzo dobrze…do czasu gdy jeden z nas przytulił rękę, nogę…ale na szczęście nie twarz tam gdzie leżały sobie odpoczywające kamyki…cóż straty muszą być…jak nie w ludziach to w sprzęcie. ( zakupimy szkło ochronne na telefon w dobrych pieniądzach ).
Końcówka w stylu Pana Fasoli czyli przez łąki a w zasadzie pola pozwoliła dotrzeć do ostatniego punktu. Zmęczenie na głowę wpłynęło bo Czasomierzowiec zapomniał zatrzymać pomiar i poszło trochę dalej i trochę dłużej…ale cóż nie ma co żałować bo jednak mimo wszystko piękna ta nasza Polska…a jutro okaże się czy warta była skórka za wyprawkę.

P.S. Następnym razem biorę plecak z wzmocnieniem…jakieś jedzenie albo coś….

One thought on “Majówka z korpusem 1.0 historia C”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.