Fabuła gry ( autor W. Kuśmirek)

            Spisane dnia 06 kwietnia Roku Pańskiego 1317 w komandorii Tempelborch położonej przy grodzie przez miejscowych Czaplinkiem zwanym.

            Ja Peter du Krones fratres milities (brat rycerz) Zakonu Ubogich Rycerzy Chrystusa i Świątyni Salomona – Templariuszami potocznie zwanymi z upoważnienia kapituły komandorii Tempelborch historię poniższą spisuję aby w niepamięć nie popadła i dla potomnych zachowana została.

            Działa się ona w borach niedaleko góry Brzuchowej nazwaną u której stóp wiedźmy (lub czarownicami przez innych określane) chaty w jakiejś krzywej linii pobudowały.

            W połowie miesiąca czerwca Anno Domini 1316 przywieziony przez braci służebnych został tam brat rycerz, który wskutek choroby lub rany bitewnej bez przytomności ponoć już 7 dzień zalegał.

            Służebny, co koń wyskoczy pognał do Tempelborch, aby sprowadzić komandora lub brata rycerza, któremu chory miał swoją tajemnicę powierzyć lub gdyby przytomności nie odzyskał, od którego ostanie namaszczenie pragnął przyjąć.

            Wiedźmy zaś z wymienionej osady obietnicę złożyły, iż za pomocą ziół i uroków do przytomności chorego przywrócą a jeśli tajemniczy „kwiat paproci” na Brzuchowej Górze określonego dnia znaleziony zostanie to i ozdrowić może im rycerza się uda.

            Jako że naszego zamku komandor do klasztoru Oborowiec niedaleko Crapicza (Krapkowic) położonego udać się musiał, to mnie jako kolejnemu w hierarchii kapituła poleciła do rannego się udać.

            Zajeżdżając konie na śmierć niemal udało nam się razem z wiernym sługom chorego rankiem 21 czerwca do owej krzywo zabudowanej wsi przybyć. Zgodnie z obietnicą złożoną wiedźmy rzeczywiście do przytomności go przywróciły a i sił odzyskał tyle, ze bez problemu porozumieć ze mną mógł się.

            Nakazując sługom ostawić nas samych w izbie, przedstawił się jako Gilbert de Saint-Amand i historię swoją oraz misję powierzył mej pamięci.

            Nie wiem czy czytającym znane jest to co wydarzyło się w piątek 13 października 1307 roku ? Tegoż to pechowego dnia na rozkaz zaślepionego chciwością i nienawiścią króla Francji Filipa IV Pięknego postawiony przed sądem został Wielki Mistrz Zakonu Templariuszy Jacques de Molay. Oskarżony został o herezję. Długo by opisywać, co działo się w tych okrutnych dniach  

            Dość powiedzieć, że wskutek haniebnej intrygi w której brał udział również papież Klemens nasz Wielki Mistrz Jacques spłonął na stosie, wprzód przeklinając tych dwojga (króla i papieża) w dniu 18 marca 1314 roku. Sam zakon uległ kasacie a majątek jego miał przejąć król. Jakież było jego zdziwieniu i wściekłość gdy okazało się część majątku zakonu zniknęła bez śladu. A tym co królowi ostało, nie cieszył się długo bowiem zgodnie z rzuconą przez Wielkiego Mistrza klątwą zmarł kilka miesięcy po jego męczeńskiej śmierci. Podzielił los papieża Klemensa, który zmarł niedługo wcześniej – oby obaj smażyli się w piekle po wsze czasy.

            Wielki Mistrz przeczuwając wcześniej swój los powierzył Gilbertowi de Saint-Amand ostatnią i najważniejszą misję w jego życiu. Miał on przewieź do naszej  komandorii mapę i wskazówki gdzie ukryto cześć skarbów zakonu, a co najważniejsze gdzie schowana jest najcenniejsza dla chrześcijan relikwia – drewno z Krzyża Świętego.

            Wbrew temu co większość sądzi relikwia nie wpadła w ręce niewiernych w bitwie pod Hittin. Pomimo, że armia Królestwa Jerozolimy pobita została przez wojska Saladyna, to bratu rycerzowi służącemu pod wodzą Baliana z Ibelinu udało się w tajemnicy ocalić najświętszą relikwię.

            Gdyby relikwię i skarb udało się odnaleźć i odzyskać, to na tych fundamentach nasz zakon mógłby ulec wskrzeszeniu niczym Feniks z popiołu. Nie zatem dziwnego, że śladem brata Gilberta podążyli zabójcy by z jego szlachetnych rąk wyrwać owe dokumenty.

            Dzięki pomocy współbraci i doświadczeniom wyniesionym z krucjat krzyżowych, Gilbert na długo znikał z oczu nikczemnym zabójcom. Aż do pobytu w komandorii Lietzen wydawało się, że wszystko idzie zgodnie z planem, tam jednak został zdradzony przez jednego z braci (oby był przeklęty na wieki), który podał podążającym jego śladem cel  podróży – komandorię Tempelborch

            W zasadzce urządzonej niedaleko starostwa Ujście poległa większość współbraci i służby Gilberta. On sam za cenę życia braci rycerzy, którzy w walce życie swe oddali aby misję mógł wykonać, ciężko ranion bełtem z kuszy z kilkoma służącymi ujść zdołał.

            Pościg w niezmierzonych borach tutejszych zgubili i tak oto pod Brzuchową górę dotarli. Okazało się jednakże, że bełt zatruty być musiał bo rana zamknąć się nie chciała a po chwilowym odzyskaniu sił ranny znów przytomność tracił. Na nic zdały się starania wiedź miejscowych, które niemal każdy wywar i miksturę uwarzyć potrafiły. Po całonocnej rozmowie ze mną i przekazaniu historii swej i planów Pan nasz powołał do siebie brata Gilberta de Saint-Amanda.

            Przemyślawszy dogłębnie do świtu całą sprawę, plany i mapy położenia skarbu postanowiłem ukryć w okolicach Brzuchowej Góry. Zabrać z sobą ich nie chciałem z uwagi na to, że droga prowadząca do rodzimej komandorii niebezpieczna być może a od dokumentów tych przyszłość naszego zakonu zależy. Jak tylko spawa nieco ucichnie a wynajęci zabójcy szukać przestaną gdy wieści o śmierci brata Gilberta do nich dotrą, powrócę tu ze zbrojną eskortą aby dokumenty odzyskać.  

            Na planach i mapach pieczęci nie złamałem bo z zawartością ich póki co zapoznawać się nie zamierzam. Mimo, iż ciekawość mnie trawi ogromna, gdybym w ręce nieprzyjaciół zakonu trafił nawet na torturach wiedzy której nie posiadam wydać nie zdołam.

            Rankiem brata naszego Gilberta w zbroi i z rynsztunkiem pod ogromnym wiązem do ziemi złożyliśmy ku pamięci Panu naszemu duszę jego polecając. Następnie sam udałem się na górę Brzuchową i w pewnym miejscu szkatułę żelazną wraz z dokumentami głęboko zakopałem.

            Teraz już bez obaw do komandorii Tempelborch wraz z ocalałymi sługami udać się mogę. Za rok z okładem przybendziem tu znowu aby skrzynię odkopać i dzięki jej zawartości przyszłość zakonu naszego ratować.

Kandydaci na poszukiwaczy muszą kurs wywarów i wiedźm z Krzywej Wsi odbyć a następnie ich sprawność w konkurencjach rycerskich i sprawnościowych sprawdzona będzie.

Po zaliczeniu tylko odważni wybrać się na wyprawę na wzgórza Brzuchowej Góry mogą.

Poszukają map (żetonów) wrócą do obozu i tu otrzymają, krótki zakończenie opowieści.

            Z ksiąg zakonu Joanitów, którzy komandorię Tempelborch  po kasacie zakonu Templariuszy przejęli wynika, iż w czerwcu 1317 roku brat Peter du Krones w przeddzień  wyruszenia na czele zbrojnego orszaku na jakąś tajemniczą misję został znaleziony bez ducha na swych pokojach. Sprowadzany cyrulik uznał, iż rycerz ten prawdopodobnie wywarem z tojadu mocnego otruty został. Sprawca nie został nigdy znaleziony a wraz ze śmiercią brata Petera umarła nadzieją na znalezienie dokumentów, których położenie on jeden za życia znał.

             Zakonu Ubogich Rycerzy Chrystusa i Świątyni Salomona bezpowrotnie jeno na kartach historii się ostał.          

%d bloggers like this: