Polska – Zielona Góra bez planu

Polska – Zielona Góra bez planu

Jak co roku, bez planu ruszamy na wakacje. Zgodnie z tradycją jest tylko nocleg gdzie dotrzemy wieczorem. Takie podejście daje dużą elastyczność i umożliwia wybranie lokalnie najlepszej mety. Przyznam się szczerze, że Zielona Góra myliła mi się z Jelenią Górą. Nie wiem dlaczego? Gdzie to jest, także nie byłem w 100% pewien. Wiadomo było że Zielona Góra = Wino. Tym tropem podążyliśmy. Były z nami rowery.

Zawsze zadaję tubylcom pytanie: “co tu jest ciekawego?” Zwykle słyszę – “hmm tu nic nie ma”. Tym razem, za każdym razem trafialiśmy na przygotowanych tubylców. Gospodyni naszej pierwszej lokalizacji od razu poczęstowała nas nalewką ( była 22.30 🙂 ) Opowiedział jak i gdzie jutro warto pojechać, gdzie lepiej nie. To było zaskoczenie, jakie miłe. Czysty pokój, ładny widok.

Dlaczego to miasto ma dzielnice?

Co robić rano? Pojechać do skansenu. Polecamy skansen w Ochli. Świetnie miejsce do spaceru, zapoznania się z okolicą i pierwszy kontakt z ludźmi. Tu także trafiliśmy na zorientowane osoby. Gdzie pojechać? Jak jest daleko, czy można zostawić tu samochód? Na te pytania od razu uzyskaliśmy odpowiedź. No i o to chodzi. Poczuliśmy się gośćmi. Dziwiło nas, że wszystkie okolice wioski znajdują się na terenie Zielonej Góry i są jej dzielnicami – tak to wyglądało. To celowa strategia samorządu. Tak rozszerzono obszar miasta i dano szansę na rozwój.

Od sympatycznej Pani usłyszeliśmy o Ohy i Aby – jakie to dobre jedzenie, gdzie jest informacja turystyczna, którędy się dostać, co jest jeszcze poza Zieloną… Ruszyliśmy do informacji w centrum. Przyznam się że Zielona Góra ma kilka podjazdów – wybraliśmy największy 🙂 Anna dała sobie radę, choć lekko nie było. W iT powitał nas Pan Mateusz. Tak chciałbym być obsłużony zawsze. Co chcemy zrobić? Jak długo jesteśmy? Ile kilometrów planujemy dziennie? Z uśmiechem, znajomością rzeczy opowiadał co jest tu ciekawego. Wyposażył nas w mapki i mieliśmy plan..

Po drodze były Ohy i Aby no i my mieliśmy Ohy i Ahy bo jedzenie fantastyczne. Było i pierwsze dobre wino, pierwsza pieczątka w paszporcie po Zielonej Górze. Swoją drogą paszport to świetny pomysł na szkielet, plan pobytu. Poruszając się pomiędzy tymi punktami smakowaliśmy tego co pomiędzy. Była oranżeria, ogród botaniczny, urokliwe ulice i słuszny zjazd – no bo wcześniej był podjazd.

Wino

No właśnie, wino. Ciut inaczej sobie to wyobrażaliśmy, choć kilka winnic już widzieliśmy. Niektóre winnice są iście mikroskopijne, choć nie wątpię że wydajne. Inne rozłożyste, pięknie położone. Ta którą dokładnie zwiedzaliśmy ma swe początki wtedy kiedy wino w Polsce kojarzyło się raczej z tym patykiem pisanym. Właściciele opowiedzieli historię swej rodziny, uprawy. Efekty ich pracy można kupić w sklepiku – co uczyniliśmy. Zawartość była słoneczna, świeża i pełna radości.

Nowa Sól

To był przypadek, ale jak zawsze to najlepszy doradca. Coś tam słyszeliśmy o powodzi, Wadimie Tyszkiewiczu, ale bez konkretów. Pan Mateusz z iT polecał most, który był kolejowy – teraz jest rowerowy. To część projektu “Kolej na rower”. Projekt rodził się w bólach, ale finalny efekt jest imponujący. Świetna ścieżka rowerowa na nasypie kolejowym. Dojechaliśmy do niej “na azymut” wałami powodziowymi, z których rozciągały się piękne panoramy na rzekę. Odra jest żeglowna i dosyć wartka. Ślady na wałach wskazywały poziom gdy woda jest wysoka – robi to wrażenie. Nowa Sól sama jest bardzo ładna i przyjazna dla rowerzystów.

Tam i tu

Wybraliśmy sobie losowo kilka ciekawych naszych zdaniem lokalizacji i pojeździliśmy. Wszędzie ładne ścieżki rowerowe i niektóre mapki nie nadążały za rzeczywistością, bo jechaliśmy po ścieżkach które były w planach. Krajobrazy piękne, trasy dosyć łatwe. Pojechaliśmy tu i tam – dotarliśmy także do Żagania – gdzie w pięknym pałacu ma siedzibę Urząd Miasta, dom kultury i inne instytucje. To dobry pomysł – bo budynek niczym francuski zamek nad Loarą jest utrzymany i wykorzystywany. Był i Bolesławiec ze słynnymi naczyniami.

Świebodzin

Pojechaliśmy i tam żeby zobaczyć słynny posąg. Jest naprawdę duży. Historia powstania jest także ciekawa. Rozbawiła mnie inskrypcja głównego wykonawcy u stóp figury.

Łagów

To trzeba zobaczyć. Cudnie czyste jezioro, zamek Templariuszy wśród pagórków i pięknych lasów bukowych. Trasa wokół jeziora była przejezdna, choć nie dla każdego ze względu na trudności i wysokości oraz korzenie.

Droga i co można zobaczyć.

Bywa że jedziemy z punktu A do B i spieszymy się. Tylko po co? Często można znaleźć perełki, miejsca z charakterem, ciekawe. Tak trafiliśmy do Lubasza i sympatycznej knajpki w starym budynku kolejowym. Miła obsługa, smaczne jedzenie. Super. Tyle razy jechałem tą trasą, a nie było czasu się zatrzymać… No i kościół do którego od 30 lat chciałem zajrzeć. Zawsze widziałem go z drogi… Trzeba realizować marzenia.

Po co jechaliśmy?

To chyba najciekawsze, bo nie oczekiwaliśmy zbyt wiele. Okazało się znowu że warto niczego nie planować i dać się ponieść drodze. Co ciekawe, najlepsze co spotkaliśmy to ludzie, otwarci, ciekawi i znający okolicę. To chyba najważniejsza rzecz dla Turysty, bo ile kościołów czy knajp można odwiedzić. W tym wypadzie w każdym z miejsc trafiliśmy na kogoś ciekawego i to było niesamowite i najfajniejsze. W przyszłym roku także tak pojedziemy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.