Pamiętnik znaleziony w Stawnicy

Przechodzimy wiele razy przez ulicę, mijamy znajome budynki i wszystko wydaje się takie znajome. Bywa że znajdujemy coś… na przykład pamiętnik.

Nasza okolica cały czas zaskakuje. Czy historia którą znamy ze szkoły obejmowała tylko duże miasta? Czy może podczas zawieruchy wojennej i w naszej okolicy działy się tajemnicze i ciekawe rzeczy? Puściliśmy wodzę fantazji i tak powstała gra: ” Pamiętnik znaleziony w Stawnicy”.  Brała w niej udział reprezentacja wsi Stawnica. Zespoły dzielnie przyszły 11 trudnych zadań, żeby potem ruszyć w teren w poszukiwaniu skarbu. Miłośników historii uspokajamy że to tylko jedna z alternatywnych wersji wydarzeń z roku 1945. Zmrużcie oczy i wraz z nami przenieście się w czasie…

Skąd wiadomo że było coś do szukania? Ktoś w Stawnicy znalazł podobno pamiętnik. Był trochę zniszczony, ale kartka po kartce dał się odczytać. Jak poszło szukanie? Poniżej kilka zdjęć z poszczególnych etapów gry, oraz pierwsza część tekstu – na zachętę, gdybyście i wy chcieli kiedyś poszukać.

 

 

 

W trakcie prac remontowych w jednym z domów w Stawnicy znaleziono na strychu ukryty pamiętnik napisany w języku niemieckim. Zapiski w pamiętniku wskazują na rok 1945 niedługo przed wyzwoleniem Złotowa.

 

27. Januar 1945

Mein Name ist Ernst Wille, und ich sollte eigentlich schreiben SS Sturmbannführer Erns Villas. Bis 1944 war ich in Abwher und in der Abwehrstelle II tätig, dh in der Abteilung Sabotage und Sonderaufgaben. Nachdem ich Abwhery von SD als AmtMil aufgenommen hatte, befand ich mich unter der direkten Führung ihres SS-Brigadefürsten Walter Schellenberg….

 

27 stycznia 1945 r.

Nazywam się Ernst Wille a właściwie powinienem napisać SS Sturmbannfuhrer Erns Wille. Do 1944 służyłem w Abwherze a dokładnie w Abwehrstelle II czyli wydziale zajmującym się sabotażem i zadaniami specjalnymi. Następnie w SD w wydziale AmtMil znalazłem się pod bezpośrednimi rozkazami jej dowódcy SS Brigadefurer’a Waltera Schellenberga.

 

Mój szef nie był zagorzałym nazistą a przynajmniej nie wierzył bezgranicznie przywódcom Rzeszy. Już w 1942 roku zrozumiał, że Niemcy nie są w stanie wygrać tej wojny a zaatakowanie ZSRR było szaleństwem ze strony Hitlera. W związku z tym postanowił zgromadzić środki, które po zawarciu pokoju można by wykorzystać do pomocy potrzebującym towarzyszom broni lub finansowaniu działań organizacji „Odessa”.

 

W 1944 roku moja komórka wpadła na trop osób, które usiłowały wywieźć bez powiadamiania władz Rzeszy skarby, które zostały zgromadzone na zdobytych terenach ZSRR. Nie chodziło co prawda o tak wartościowe i unikatowe przedmioty jak Bursztynowa Komnata ale z drugiej strony w razie potrzeby łatwiej byłoby je spieniężyć i wykorzystać środki do realizacji naszych celów. Chodziło głównie o zrabowane złoto, walutę i biżuterię. Nie interesowały nas działa sztuki, ponieważ przy ich sprzedaży łatwo byłoby namierzyć osobę, która się ich wyzbywała, poza tym liczba zainteresowanych kupnem byłaby dość ograniczona.

 

Skarb, który dla uproszczenia będę nazywał po prostu „ładunkiem” został zwieziony z różnych części ZSRR do jednej z miejscowości położonej w Prusach Wschodnich. Na skutek szybko postępującej ofensywy bolszewików jasne stało się, iż należy go szybko przewieź na zachód. Ze względu na ciężar i rozmiary odpadał transport lotniczy – trudno byłoby utrzymać w tajemnicy przewóz takiego ładunku, poza tym na niebie przewagę mieli Rosjanie i istniała uzasadniona obawa zestrzelenia maszyny.

 

W następnej kolejności planowano ładunek przetransportować do Gotenhafen (Gdyni) drogą lądową a stamtąd drogą morską do jednego z portów Rzeszy. Z tego co zdołałem ustalić przymierzano się do przewozu skarbu statkiem „Wilhelm Gustloff” ale z jakichś powodów plan ten upadł.

 

Zostały dwa możliwe rozwiązania. Transport kolejowy lub samochodowy. Oba rozwiązania miały swoje plusy i minusy. Transport kolejowy był wygodny i dyskretny – nietrudno ukryć jeden wagon w całym składzie, ciężar ładunku też nie jest zbyt istotny. Minusem tego rozwiązania były coraz częstsze akty sabotażu polskiej partyzantki oraz braki taboru. Pozostawał ewentualnie transport ciężarówkami. Cały ładunek według uzyskanych danych winien się zmieścić na dwóch ciężarówkach plus jeden lub dwa pojazdy z ochroną i powstaje mini konwój, który w wojennym zamieszaniu nie rzuca się w oczy. Jedyne minusy to mogące wystąpić trudności z zaopatrzeniem w paliwo i ewentualne kontrole Feldgendarmerie (Żandarmerii Polowej). Jeśli przyjąć, że cały konwój posiadał fałszywe rozkazy przejazdu problemem pozostawało jedynie paliwo. Po dość długich poszukiwaniach ustaliłem, że ładunek załadowano na ciężarówki. Pozostało „tylko” ustalić cel ich podróży.

 

Dzięki pracy wywiadowczej agentów i mojej oraz co by nie mówić dużej dozie szczęścia udało się ustalić, że poszukiwany przez nas konwój widziano po raz ostatni w malutkiej miejscowości Kujan leżącej blisko przedwojennej granicy Rzeszy. Doniesienia te miały sens ponieważ w bliskiej okolicy mieścił się nad jeziorem Borowno See pałacyk myśliwski księcia Fryderyka Leopolda von Hohenzollerna. Pamiętam, ponieważ znajomym mojego ojca był tutejszy leśniczy Richard Rüdiger, który utonął w jeziorze niedaleko pałacyku bodajże w grudniu 1938 r.

 

Niestety ten trop okazał się martwy ponieważ po przybyciu na miejsce okazało się, że pałacyk zostaje właśnie ewakuowany. Nie zostało mi nic innego jak rozejrzeć się w pobliskim Flatow. Przebiegała tamtędy również linia kolejowa będąca częścią trasy Königsberg – Berlin, gdzie mógł nastąpić przeładunek skarbu. Postanowiłem rozejrzeć się w tym niewielkim miasteczku… Udajcie się do punktu 50 – na znaleziony słupie znajduje się kod QR, który po zeskanowaniu smartphonem przeniesie was na stronę internetową, gdzie znajdziecie dalsze wskazówki.

 

[Autor: Wojtek Kuśmirek.]

Odprawa przed imprezą

Kiedy urodził się major?

Boule

Płachta – to tutaj sprawdzimy jaki z was zespół

Rejestracja otwarta

Czekamy na was z ksiązką i nartami 🙂

Jak wyglądali celebryci za młodu ?

Rzut ziemniakiem

U celu